moku Frequent Flyer

Dołączył: 29 Maj 2007 Posty: 150 Skąd: Biosphere
|
Wysłany: Pią Cze 25, 2010 20:39 Temat postu: wakacyjne recenzje LIPIEC- SIERPEIN 2010r |
|
|
SERENA MANEESH
No. 2 Abyss In B Minor
4AD
Alternative rock
Ocena: ****
Debiutant w barwach 4AD, choć to nie jest pierwszy album tej formacji. Na czele grupy Serena Meenesh stoi Emil Nikolaisen. Ten pochodzący z Norwegi zespół, to kolejna nadzieja gitarowego rocka. Pięć lat dzieli „No. 2 Abyss In B Minor” od debiutu, ale Norwegowie nie próżnowali. Zagrali udane trasy min z Oasis, Nine Inch Nails, a teraz przygotowali kolejną płytę. Echa gitarowej psychodelii z pod znaku The Jesus & Mary Chain, My Bloody Valentine, udanie krzyżują z chropowatością i surowością ala The Velvet Underground i eksperymentalną elektroniką. Są cudne melodie, narkotyczny trans, ale i niesamowity jazgot gitar. Te kurzawy hałasu jakby rozpływają się w onirycznym śnie i mimo iż jest głośno, ów czad przeplatany słodyczą melodii, etapuje jakimś podskórnym pięknem. Bardzo udana płyta, tak zaczynali właśnie wspomniani The Jesus & Mary Chain na znakomitym debiucie „Psychocandy”. Norwedzy nie odtwarzają biernie jedynie klisz z przeszłości, ale na styku gitarowej psychodelii i elektroniki, szukają nowych dróg ujścia dla rockowej ekspresji.
www.4ad.com
GALACTIC
Ya- Ka- May
Anti
Funk/jazz/bounce
Ocena: *****
Jeżeli dziś muzyka potrafi zaskoczyć, to już chyba za sprawą mutacji i maksymalnej kompresji przeróżnych składników. Nowy Orlean, kolebka jazzu, przez wielu jest traktowane jako muzyczny skansen. Ten album pokazuje jaka siła tkwi w tamtejszej scenie. Legendy miasta takie jak: Rebirth Brass Band, Irma Thomas, Allain Toussaint, Walter Washington i inni, spotykają się z młodszym pokoleniem. A te reprezentują: Trombone Shorty & Corey Henry, Josh Cohen & Sully, John Boutte. A gdy włączy się jeszcze elita bounce’u: Cheeky Blakk, Big Freeda czy Sissy Nobly, to mamy istną petardę. Tradycja klasycznych orkiestr dętych, jazzowych big bandów gładko flirtuje z hip hopem, estetyką bounce i masywnym, rytmicznym funkiem. Powstaje przy tym szalenie energetyczna muzyka, silnie osadzona w czarnej tradycji. Ten sprawny miks to znakomity łącznik między przeszłością a teraźniejszością. Kipi gorącym ulicznym gwarem paradnych orkiestr, jak i na wskroś czarnymi rytmami. Rzecz jest o tyle fascynująca iż nie ma się uczucia, by poszczególne elementy łączyły się tu w jakiś przypadkowy sposób. Ta muzyka kipi wprost energią i pasją jaka wychodzi z murzyńskich korzeni i serca.
www.anti.com
AUTECHRE
Oversteps
Warp
Experimental
Ocena: ****
Sean Booth i Rob Brown, czyli słynni Autechre, wracają z nowym albumem. Piewcy nowoczesnej technologii, rewolucji informatycznej tym razem zerkają wstecz. Ich muzyka zawsze była znakiem czasów i postępu. Na początku kariery wraz z albumami „Incunabula” czy „Amber” umieszczano ich w przegrodzie intelligent techno czy ambient. Potem ich muzyka przybierała na skrajności, czasem wręcz etapując cyfrowym hałasem. Jednak potrafiła zachować tę niezwykłą aurę. 14 nowych nagrań, ma być dla artystów podróżą do własnych źródeł, jakimi były ich pierwsze i klasyczne dziś albumy. Mimo tej deklaracji, muzyka na „Oversteps” nie brzmi tak innowacyjnie. Niby to współczesne i jak najbardziej dzisiejsze granie, ale jakby ów element zaskoczenia i nieposkromionych eksperymentów, tu został zduszony. Niczym majaki odzywają się podskórnie, brzmienia znane z „Amber”, ale tu jakby otulone niczym kokon, w ciepłej „analogowej” poświacie. Brak tu nieco drapieżności, czy cyfrowego doładowania, jakimi skrzyły się „Chiastic Slide” czy „Trie Repetate”. Autechre raczej medytują nad przeszłością i w efekcie nie zaskakują pod kątem brzmienia. Czy to początek nowej drogi? Nie wiem, to w sumie ciekawa płyta, mimo to powinno się do niej podejść wymazując te najbardziej udane momenty ich kariery. A to niestety trudno.
www.warp.net
JOHN ZORN/MISCHIHIRO SATO
Ganryu Island
Tzadik
Folk/awangarda
Ocena: *****
Płyty z wytwórni Johna Zorna to istne perełki wydawnicze. Gdzie szukać taniej, na Allegro rzecz jasna. Ostatnimi czasy udało mi się upolować kilka tytułów po atrakcyjnych cenach. Nie nowych co prawda, ale muzyka jest niezwykle interesująca. Zajęły należne im miejsce obok innych „tzadików”. Ów album który w ofercie Tzadika znajduje się pośród archiwaliów został oryginalnie wydany w 1984r przez firmę Yukon. A od ponad dekady był kompletnie nieosiągalny. Już momencie publikacji okrzyknięto go najlepszym spotkaniem na linii Wschód- Zachód. Tytułowa „Ganryu Island” to maleńka wysepka u brzegów Japonii. Tam doszło do pierwszego i ostatniego spotkania dwóch samurajów: Miyamoto Musashi i Sasaki Kojiro. A muzyka to obraz ich zapewne, śmiertelnej walki. Sato używa ludowego instrumentu: shamisen, Zorn wykorzystuje trzciny. Egzotyka miesza się z awangardowym konceptem, a ten służy oddaniu atmosfery tego spotkania. Jest dramatycznie, zabawnie i na swój sposób odkrywczo. Poza oryginalnym materiałem z 1984r, mamy dodatkowo 5 utworów. Tak więc cała sesja „Gonryu Island” ma tu swój finał. Album nietypowy dla Zorna, oszczędny, przesiąknięty echem i atmosferą Dalekiego Wschodu. I tylko pocieranie trzcin kojarzy się ze szczętem samurajskich mieczy.
www.tzadik.com
DAVID KRAKAUER
Klezmer Madness!
Tzadik
Folk/jazz/improwizacja
Ocena: *****
Ten album otwiera serię „Radical Jewish Culture” poświęconej szeroko rozumianej kulturze żydowskiej. Klarnecista David Krakauer, związany z nowojorską sceną downtown, stoi na straży tych tradycji. Ale nie boi się wykraczać poza jej ramy i tu daje tego przykład. A wspomagają go nie mniej znane osobowości. Michael Alpert grający tu na akordeonie, skrzypcach, gitarze i śpiewający w języku jidysz to członek New York Klezemer Band Kapeyele. Udziela się też w europejskiej inkarnacji klezmerskiej grupy: Brave Old World. Perkusista David Licht, jest z kolei członkiem i założycielem The Klezmetics, jak też z Eugene Chadbourne’m prowadzi rockowy skład Shockabilly, a z Ann Magnuson i Karmerem, Bongwater. Na „Klezmer Madness!” głębię języka jidysz łączą z tradycjami klezmerskimi i nie rzadko, drapieżnymi improwizacjami o jazzowym tchnieniu. Powstała przy tym radosna, skrząca się atmosferą żydowskich tradycji, muzyka która łączy tradycję z nowoczesnością. Artyści nie boją się sięgać po oryginalne tematy mistrzów muzyki klezmerskiej, takich jak: Naftule Brandwine. Ale też mają w zanadrzu opanowane własne wersje pożyczone od słynnej Masady, Johna Zorna. Kawał wyśmienitej i zgranej z pasją muzyki, będącej wytrychem do kompletnie innego, muzycznego świata.
www.tzadik.com
JOHN ZORN
The String Quartets
Tzadik
Kameralistyka
Ocena: ******
Oto porcja smyczkowej kameralistyki totalnej, u progu szaleństwa! Zarazem prawdziwy test dla wszelkiego rodzaju skrzypków. Jednocześnie to tryumf nieskrępowanej wyobraźni i wolności. Pierwotnie zamówili je słynni Kronos Quarted, ale tu gra kwartet Zorna i gra wspaniale. Te cztery utwory znaczą ramy czasowe, powstały w latach 1988- 1996. pierwsza kompozycja „Cat O’Nine Tails” to doskonały przykład dźwiękowych kreskówek i sprawnego ich montażu. Duga „The Dead Man”, to jeden z najtrudniejszych utworów do zagrania! Inspirowany literatura sadomasochistyczną, zawiera w 12-stu minutach min: wariacje, sonatę, rondo, fantazję, nokturn, etiudę, preludium. Istna jazda bez trzymanki dla kameralistów, ale i słuchaczy też! Na koniec mamy najdłuższy na płycie, blisko 30-sto minutowy Memento Mori, zainspirowany filozofią hermetyczną i ostatni „Kol Nidre” nawiązujący do duchowości transcendentalnej. To daje posmak dzieła niesamowitego, w którym Zorn mierzy się z dziełami na smyczki napisanymi przez Baròka czy Beethovena, ale jego muzyka ma jak najbardziej współczesny wymiar. Mistrzowskie wykonanie, niełatwa to strawa ale na pewno fascynująca.
www.tzadik.com
HOARFROST & INNER VISION LABORATORY
Decline
Zoharum
Dark ambient
Ocena: ****
Dwa projekty na jednej płycie, a efekt co najmniej frapujący. Obaj artyści (Rafał z Hoarfrost i Karol z Inner Viision Laoboratory), twierdzą iż wzajemna współpraca stymuluje do podejmowania nowych wyzwań. I tak internetowa korespondencja, przerodziła się we wspólny, muzyczny projekt. „Decline” w zamierzeniu artystów, ma być soundtrackiem do psychologicznego horroru. Ta blisko godzinna płyta, utkana z brzmień industrialnych i ambientowych, to podróż w świat umysłu pogrążonego w szaleństwie. Człowiek będący w tym stanie, jakby przeczuwał swój koniec. Okładkowa maska, skrywa to co mroczne i niepokojące. A muzyka podąża za jego uczuciami i myślami. Raz piękna, kiedy indziej chropawa i najeżona niebezpieczeństwami. Swoiste odczucia świata nam na pozór obcego, kiedy jednak przyjrzeć się z bliska, owa granica wydaje się być niezwykle cienka. „Decline” uchyla rąbka tego, na pozór, wyizolowanego świata. Choć tu pokazanego w bardziej skrajny sposób. Rzecz mocna, ale i niesamowicie wciągająca.
www.zoharum.com
THE MAGIC CARPATHIANS
Acousmatic Psychogeography
World Flag Records
Folk/awangarda
Ocena: *****
To już dwunasty album Karpat Magicznych i jak zwykle w przypadku tej formacji, jest to płyta niezwykła. Jednocześnie to pierwsze wydawnictwo dla założonej przez zespół wytwórni, World Flag Records. Materiał został zarejestrowany w zaimprowizowanym studiu w Karpatach. Pięć kompozycji tu zawartych, to studyjne opracowania dokonane w 2008r. Poza stałym składem: Anna Nacher i Marek Styczyński, Karpatom towarzyszą Eric Arn i Andrzej Widota. Samo wrażenie robi zestaw użytych instrumentów, co automatycznie przekłada się na atmosferę tej płyty. Styczyński gra na gajdicy, unikalnym klarnecie pasterskim znanym z obszarów Wschodniej Słowacji, obsługuje też generator fal średnich, generator sterowany światłem, zmodyfikowane cymbały Sanatoor, rytualny bęben uchiwa- daiko. Anna Nacher poza wykorzystywaniem swojego głosu gra na gitarach elektrycznych, gitarach preparowanych, zajmuje się też elektronicznymi pętlami i ich modyfikacją. Eric Arn używa przetworzonych elektrycznie i mechanicznie gitar, zaś Andrzej Widota obsługuje sampler. Powstała fascynująca muzyka gdzie u źródeł spotykają się folk i współczesna awangarda. Wychodząc od ludycznych motywów, Karpaty skręcają z nimi w kierunku sztuki wyzwolonej. Najeżają ową sztukę, eksperymentalnymi kolażami, wokalnymi zewami jak i psychodelicznym transem. To wszystko układa się w niezwykłą całość, gdzie zachowany jest folkowy odcień, ale dzięki eksperymentom nabiera to zupełnie nowej i co najważniejsze aktualnej, jakości. Jak na razie to najlepsza płyta jaka wyszła w tym roku na rodzimym poletku. Istny kalejdoskop dźwięków, gdzie tradycja miesza się nowoczesnym podejściem, operując jak najbardziej współczesnym językiem brzmieniowym. Kapitalne!
www.themagiccarpathians.com
FREQUENCY IN CYCLES PER SECOND & MAURIZIO BIANCHI
Chaotische Fraktale + Letzte Technologie
Silentes
Awangarda/industrial
Ocena: *****
Podwójny kompaktowy album, który jest wznowieniem niezwykle rzadkich wydawnictw włoskiego tytana industrialu współ z Sandro Kaiserem (FICPS). Pierwsza z tych płyt ukazała się w 2003r, druga rok później, obydwie były ściśle limitowane do 100 egz. Obaj artyści penetrują tu wiele ścieżek współczesnej awangardy, oferując na przekór wszystkim, industrialną muzykę jutra. Mieszają przemysłowe kolaże, potężne dronowe pomruki, sterylną, klinicznie czystą elektronikę. Do tego słychać też wpływ tradycji muzyki elektroakustycznej, minimal music, hałas jak i ambient. Całkiem pojemny zestaw oddający też i niezwykłość tego materiału. Dźwięki niczym piłeczki odbijają się od metalicznych rusztowań pustej hali przemysłowej. Ciemnej i ponurej, a mimo to fascynującej. Na pierwszym dysku brzmienia fortepianu, dość gładko wślizgują się w potężne, rozwibrowane dronowe zewy. Na „Letzte Technologie” Kaiser i Bianchi dają popis jak operować industrialno- ambientową przestrzenią. To tego korzystają z wielorakiego arsenału sprzężeń, zgrzytów, hałasów jednocześnie potrafią je zamknąć w niemalże ambientowej przestrzeni. Kawał niesamowitej ale i niełatwej w obiorze muzyki. Jednak bogactwo tych pokiereszowanych, a czasem zimnych i sterylnych niczym sale futurystycznego laboratorium pejzaży, robi ogromne wrażenie. Jakby ponury i klaustrofobiczny obraz, zimnej i nieprzystępnej rzeczywistości, utkany z awangardowych brzmień elektroniki.
www.silentes.net
PŁYTA MIESIĄCA
THOMAS P. HECKMANN
The Lost Tales V. 1
Fax +49-69/450464
Ambient/elektronika
Ocena: *****
Thomas P. Heckmann to niemal instytucja w światku technicznej elektroniki. W latach 1990- 2008 wydał niezliczoną ilość nagrań jaka znalazła się na ogromnej liczbie singli i całkiem sporej ilości płyt CD. Eksperymentował z takimi stylistykami jak: techno, minimal, industrial, electro body music, acid house, ambient. A jednak w tej powodzi płyt i nagrań, nie brakuje utworów które z różnych względów jednak nie ujrzały światła dziennego. Pierwsza część „The Lost Tales”, zbiera właśnie te kompozycje, przyjaciele Heckmanna, jak i on sam od dłuższego czasu uważał je za dobre i warte publikacji. Na „The Lost Tales V. 1” prezentuje ambientowe eksperymenty, które nieraz zdradzają fascynacje aurą psychodelicznych i kolorowych lat 60. Ale to tylko echa, muzyka brzmi jak najbardziej współcześnie, jest w niej coś niemal z bajkowej podróży. Delikatny electro- bit, podwodne ambientalne kolaże, wślizgują się w klimat letniej sjesty. Dużo w tych kompozycjach światła, jakby Heckamnn celebrował letnie popołudnie wylegując się na leżaku, sącząc drinka w wpatrując się w ciepłe morze. A to wszystko gdzieś w nadmorskim kurorcie, w egotycznej scenerii. Idealna muzyka do letnich chilloutów, która w pełni pozwala się delektować słońcem i pięknem rozległych plaż. I nie ma znaczenia iż to utwory sprzed lat, Heckamnn świetnie wyczuł atmosferę lata na egotycznych wyspach i oferuje dźwiękową podróż na nie.
www.namlook.de
Robert Moczydłowski _________________ FLAMBOYANT
http://www.biosphere.no/ |
|